W starym zamczysku na skale - "Kołysanki wydobyte z pamięci"

w-starym-zamczysku-na-skale-kolysanki-wydobyte-z-pamieci

Kołysanki wydobyte z pamięci

Anna Komendzińska

Czy w dobie komputerów, telewizji, coraz bardziej technicznie zaawansowanych zabawek w świecie dziecka jest jeszcze miejsce na proste melodie, rzewne kołysanki, ilustrację dźwiękiem?

Autorzy albumu W starym zamczysku na skale udowodnili właśnie, że można w Polsce wydać dobrą płytę dla najmłodszych. 

W starym zamczysku na skale
Królewna żyła z piany
A pilnowało jej stale
Pięć wróżek rozczochranych

(W starym zamczysku na skale)

Anny Budzyńskiej (na zdjęciu), jej rodzeństwa i kuzynostwa w dzieciństwie nie pilnowały rozczochrane wróżki, ale jedna - urocza - z pewnością śpiewała im na dobranoc. Anna Szeptycka, bo o niej mowa, urodziła się w roku 1914 w okolicach Lwowa. Dziś jej wesołe piosenki i liryczne kołysanki umilają czas kolejnemu już pokoleniu maluchów. A wszystko to za sprawą rodzinnego projektu zatytułowanego W starym zamczysku na skale. I w całym tym zamieszaniu nie byłoby nic niezwykłego, gdyby nie fakt, iż muzyczną niespodziankę dla najmłodszych przygotowali… potomkowie Aleksandra Fredry!

Było sobie złe wilczyskoPotopNie bój się burzy czy Pieśń o wielkim słoneczniku – to tylko niektóre z utworów autorstwa Anny Szeptyckiej, znanej w gronie familii jako ciocia Hania. Także dziś zachwycają pomysłowością i kantyleną melodii, żywymi, wręcz teatralnymi scenkami, wyrazistymi bohaterami. Dorosłe już prapraprawnuki znanego komediopisarza właśnie pokazały, że w tej rodzinie drzemią talenty nie tylko artystyczne, ale również przedsiębiorcze. Inicjatywa wyszła w 2009 r. od poznanianki Anny Budzyńskiej – prawniczki i śpiewaczki operowej, która postanowiła przypomnieć znane z dzieciństwa kołysanki i podarować je innym. Swój pomysł mogła zrealizować dzięki dotacji Urzędu Marszałkowskiego Województwa Wielkopolskiego. W szlachetnym dziele pomogło rodzeństwo (Maria Naganowska, Aleksander Naganowski), mama (Barbara Naganowska), ale też przyjaciele.

Aranżacji piosenek podjęła się Ewa Fabiańska - młodziutka, lecz piekielnie utalentowana kompozytorka rodem z Torunia. Studentka poznańskiej Akademii Muzycznej jest też autorką muzyki do piosenki Kot i mysz, także znajdującej się na płycie. Iście bajkowego wyrazu nadały utworom zjawiskowe ilustracje wykonane przez Martę Czarnecką, absolwentkę Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu oraz Wydziału Pedagogiczno-Artystycznego UAM w Kaliszu.

W starym zamczysku na skale to płyta niezwykła przede wszystkim dlatego, że nie infantylizuje dziecięcego świata – traktuje za to młodego słuchacza po partnersku, poruszając nurtujące go problemy. Piosenki Anny Szeptyckiej nie uciekają od zła i smutku w kolorowy świat kreskówkowych postaci, które oglądać możemy w telewizji. Piękna ballada Pieśń o wielkim słoneczniku opowiada (pomimo swego roślinnego bohatera) o bardzo ludzkiej przypadłości – znużeniu, znudzeniu codziennością, pragnieniu nowości. Było sobie złe wilczysko czy Nie bój się burzy mówią o typowych dziecięcych strachach. W starym zamczysku to także płyta wyjątkowo malownicza, zapraszająca do świata baśni, o czym świadczy już tytuł albumu. W świecie tym nie brakuje bohaterów zmyślonych (księżniczka, wróżki), lecz są też bohaterowie dziecięcy (Kasia), z którymi maluchom łatwo jest się utożsamić. Jak to bywa tradycyjnie w utworach dla dzieci, źródłem inspiracji jest też królestwo fauny i flory. Częste zwroty do adresata (Dzisiaj jesteś malutkiŚpij dziecino moja małaUśnij dziecię, uśnij) nadają kołysankom osobisty i intymny charakter, a także bardzo dowartościowują dziecięcego bohatera. Staje się on uczestnikiem wydarzeń, herosem, który, gdy tylko podrośnie, może zrobić ze swoim życiem co zechce. A życie to przedstawiane jest jako ciągła podróż, najlepiej staromodnym statkiem, stąd chętnie wykorzystywane motywy marynistyczne.

Aranżacje Ewy Fabiańskiej zasługują na uznanie. Laury należą się również współpracującym przy projekcie instrumentalistom (wszyscy to zawodowi muzycy) za najwyższej klasy wykonanie, doskonałą interakcję. Efektowny okazał się zarówno dobór instrumentów do poszczególnych utworów, jak i eksploatacja ich brzmienia. Doskonale widać to na przykładzie instrumentów dętych: fletu, klarnetu czy puzonu, których walory ilustracyjne w takim pomyśle sprawdziły się rewelacyjnie. Także znakomita oprawa pieśni ludowych i smaczki w postaci skali żydowskiej dodają tej muzyce powabu. Co nieco wypada też powiedzieć o śpiewie, jako że głos ludzki przekazujący konkretne treści jest dla dzieci kluczowym językiem w tej magicznej opowieści. Zrozumiałe, że Anna Budzyńska jako profesjonalna śpiewaczka, a zarazem pomysłodawczyni całego „zamkowego” zamieszania, odgrywa na tej płycie rolę dominującą – jej głos możemy usłyszeć w ponad połowie utworów. Kunszt sztuki wokalnej daje się poznać od razu. Moim zdaniem, trochę jednak mija się z celem – zwrotem do najmłodszych melomanów – nieco wybujała i patetyczna stylistyka, którą wykorzystuje Budzyńska. O wiele lepiej w roli muzycznego narratora, który jednak musi ukucnąć i znaleźć się na równi z słuchającymi go dziećmi, sprawdza się niekształcona muzycznie Maria Naganowska. Pieśń o wielkim słoneczniku w jej wykonaniu to mistrzostwo. Także męskie kreacje Aleksandra Naganowskiego i Marka Paśki bardziej do mnie przemawiają. Jedną z najpiękniejszych w swej prostocie piosenek (Kiedy ptaszki i motylki) zaśpiewała do słów własnej matki (Jadwigi Szeptyckiej) Barbara Naganowska – mama zdolnego rodzeństwa, a jednocześnie siostrzenica Anny Szeptyckiej. Uroku tej kołysance nadaje właśnie jej nietrenowany, nieśmiały, jakby zdziwiony własnym brzmieniem, a przy tym bardzo uśmiechnięty i wiarygodny, głos.

O genealogicznych związkach z Aleksandrem Fredrą jego wnukowie informują już na okładce płyty. Na pewno świetny to i przydatny chwyt marketingowy, ale warto podkreślić, że dla samego albumu i analizy muzyki na nim zawartej, wcale nie kluczowy. Muzyka ta broni się bowiem sama. W starym zamczysku na skale to piękna opowieść o tradycji skrzętnie przechowywanej przez kolejne pokolenia, o melodiach, które rosną wraz z ludźmi oraz o tym, że potrzeba śpiewania jest ponadczasowa. Jeśli przynajmniej jedna osoba spoza tej ambitnej i dbającej o własne korzenie rodziny zachwyci się tą muzyką – sukces został osiągnięty. A z pewnością został. Do pełni szczęścia brakuje jednak społecznego rozgłosu i, jak wszędzie, kolejnego sponsora. Zamiarem pomysłodawców jest dotarcie do instytucji z całej Polski, którym nieobcy jest muzyczny rozwój dzieci. Co udowodnili autorzy projektu? Na pewno to, że w dobie wszechobecnej kultury masowej forma kołysanki nadal się nie zużyła. Dziecięcy świat jest nierzadko o wiele bogatszy od tego dorosłych, pełnego wulgarnej dosłowności.

Tekst Anny Komendzińskiej, który ukazał się w czasopiśmie MEAKULTURA 9/11/2012 http://meakultura.pl/recenzje/kolysanki-wydobyte-z-pamieci-418, przedruk za pozwoleniem redaktor naczelnej i autorki.

Opublikowano: 2016-09-08

up
Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień przeglądarki oznacza akceptację polityki cookies.